GTA – San Andreas

Grand Theft Auto to już gra kultowa. Trudno w chwili obecnej znaleźć nastolatka, któremu potoczna nazwa ‘Gie-te-a” przynajmniej nie obiła się o uszy. Trudno się temu dziwić, wszak seria gier zapoczątkowana w latach dziewięćdziesiątych szybko stała się jednym z najpopularniejszych, jeśli nie najpopularniejszym na świecie cyklem komputerowych gier akcji. Było GTA 3, a dwa lata później Vice City. Dziś mamy San Andreas. Dzieło, które łączy wszystkie dobre cechy swoich poprzedników, dając jeszcze duuużo od siebie!

Pięć lat temu Carl Johnson porzucił stresujące życie w mieście Los Santos, w stanie San Andreas… Mieście targanym nieustannymi wojnami gangów, pełnym narkotyków i korupcji, gdzie gwiazdy filmowe i milionerzy mieszkają obok największych szumowin w kraju… Teraz, na początku lat dziewięćdziesiątych, Carl wraca do domu, tylko po to, by odkryć, że jego matka została zamordowana, rodzina się rozpadła, a przyjaciele z dzieciństwa zmierzają ku autodestrukcji.

Po powrocie do sąsiedztwa, kilku skorumpowanych gliniarzy wrabia Carla w morderstwo. CJ musi rozpocząć niebezpieczną podróż po całym stanie San Andreas, aby uratować swą rodzinę i przejąć kontrolę w mieście bezprawia.

Fabule niewiele można zarzucić. Motyw z oskarżeniem głównego bohatera o morderstwo był już w grach komputerowych wałkowany wielokrotnie, wiadomo jednak że tak naprawdę to nie o tło fabularne w kolejnych odsłonach GTA chodzi. Mimo, że wydaje się ono nieskomplikowane, to siłą rzeczy akcja nabiera powoli rozpędu i jeszcze zanim gracz przejdzie 50% z gry, fabuła nagle przyspiesza i zaczyna oplatać się wokół rozmaitych spisków i intryg, co w sumie wychodzi grze na dobre. Śmiało mogę powiedzieć, że GTA: San Andreas jest opowieścią o przyjaźni i honorze, zdradzie, a niekiedy nawet i miłości, oglądaną z oczu gangstera. W gruncie rzeczy gra przekonuje, że bycie bandytą to nie taka prosta sprawa, jak mogłoby się z pozoru wydawać.

Esensją gry są jak zwykle zadania, które przyjdzie nam wykonać. Tych jest mnóstwo i każde jest zupełnie inne od poprzedniego. Grając w GTA: San Andreas przyjdzie nam między innymi napadać na banki, sklepy, stacje benzynowe; atakować pociągi, ściągać haracze czy urządzać nielegalne wyścigi. W grze znajduje się też taka opcja jak wojna gangów. Pozwala ona na rywalizację z innymi grupami przestępczymi o panowanie nad poszczególnymi dzielnicami miasta. Jest to bardzo ciekawe urozmaicenie, niekiedy jednak nużące i irytujące, zwłaszcza gdy przykładowo znajdujemy się w Las Venturas i dostajemy informacje, że zaatakowana została dzielnica w Los Santos. Kolejną innowacją jest możliwość ‘chodzenia’ z dziewczyną. Tak, GTA San Andreas pozwala nam na flirtowanie z wirtualnymi dziewczynami! W całym San Andreas jest ich sześć; a każda z nich różni się nie tylko wyglądam i usposobieniem, ale też upodobaniami oraz wyobrażeniami idealnych mężczyzn. Z dziewczyną można spędzać czas na różne sposoby – da się ją na przykład zaprosić do restauracji, baru czy fastfoodu, pójść na dyskotekę czy też zaproponować przejeżdżkę po okolicy. Pierwotnie gra dawała też możliwość spędzenia upojnych chwil w domu dziewczyny (w czasie bliższego kontaktu Carla z dziewczyną nie dosyć, że można było tego typu sceny obserwować, to jeszcze sterować Carlem w czasie ich trwania). Zostało to jednak usunięte i aby pograć z takim urozmaiceniem, należy pobrać mod Hot Coffee. Poza tym, w każdym z trzech miast (o których wspomnę za moment) mamy do wykonania kilka pobocznych misji, jak i minigierek. W Los Santos jest to malowanie sprejem po ścianach (to zamalowania jest 100 miejsc), w San Fierro zbieranie ostryg, a w Las Venturas zbieranie złotych podków.

Grzechem byłoby jak już wspomniałem, nie napisać o ogromie świata gry. Przede wszystkim, w San Andreas mamy trzy miasta: Los Santos, San Fierro oraz Las Venturas. Pierwsze, Los Santos, to rodzinne miasto Carla Johnsona. Nietrudno się domyślić, że miejsce to mimo że duże, wygląda na biedne i brudne, zresztą tak w istocie jest. San Fierro najbardziej przypomina znane wszystkim miłośnikom serii Liberty City. Szara, ciągle żywa metropolia z ogromną ilością sklepów, kamienic oraz wieżowców. Wreszcie – Las Venturas, czyli stolica Hazardu. To miasto z kolei do złudzenia przypomina Vice City z poprzedniej odsłony gry. Poza trzema głównymi metropoliami, w stanie San Andreas znajduje się też kilka pomniejszych miast, wiosek oraz gospodarstw. Drogi między miastami są połączone autostradami zwykłymi szosami, niemniej można też jeździć po lasach, łąkach, a także pływać (a propo pływania, w tej części gry Carl może już poruszać się wpław – nie tak jak dotychczas, kiedy topił się po pierwszym kontakcie z wodą).

Skoro taki ten świat duży, a sieć dróg między poszczególnymi miastami tak dobrze rozbudowana… to trza mieć coś, co pozwalałoby na szybkie poruszanie się. W San Andreas pełno jest pojazdów i to najróżniejszego rodzaju. Ze zwykłych samochodów wyróżnia się po kilkanaście wozów w każdego typu – sportowych, ciężarowych, osobowych, dostawczych itp. Poza tym są oczywiście motocykle. PCJ-600, czyli ścigacz, Rancher – motocross, maszyna inspirowana Harleyem Davidsonem, BF-400 czyli chopper oraz skuter, którego jednak przez 2 miesiące grania przyszło mi zobaczyć jedynie kilka razy. Byłbym zapomniał: jest też quad oraz 3 rodzaje rowerów. W grze można też poruszać się po wodzie. Łodzi jest co prawda niewiele, jednak nie uznaję tego za wadę – w gruncie rzeczy po wodach pływa się w San Andreas bardzo rzadko. Dlatego też pojazdy pływające są niemal identyczne jak w przypadki Vice City. Inaczej sprawa się ma z maszynami latającymi. W tym miejscu muszę panów z Rockstar Games pochwalić. W ręce graczy oddano wiele latajek: od awionetek, poprzez kilka(naście) rodzajów śmigłowców, po myśliwce, F-16 oraz ogromne samoloty pasażerskie. Brawa należą się za bardzo przyjazny system sterowania samolotem – lata się naprawdę przyjemnie, a sztukę tę jest nietrudno opanować. Niestety, więcej czasu trzeba poświęcić na naukę latania śmigłowcem. Tutaj sprawa została niepotrzebnie skomplikowana; system obecny w Vice City odpowiadał mi bardziej.

Porządny gangster musi używać porządnych gadżetów. Z takiego założenia wyszli zapewne panowie z Rockstar i oddali w ręce graczy kilkadziesiąt różnych rodzajów broni. Mamy więc bronie ‘krótkie’: m.in. pięści, pałkę policyjną, kij bejsbolowy, nóż. Bronie ‘krótkie strzelające’, czyli berrety, glocki i inne tego typu narzędzia, pistolety maszynowe (m.in. UZI, MP5), karabiny maszynowe (m.in. M16), kilka rodzajów snajperek, oraz miny, granaty, wyrzutnie rakiet i miotacz ognia. Na brak narzędzi do zabijania z pewnością nie można narzekać :) .

Jeszcze parę słów odnośnie strony technicznej. Grafika jest… dobra. Nie mogę powiedzieć, by była znakomita, co to to nie. Postać często wpada w tekstury, a one same są niezbyt szczegółowe. Ogólnie, niekiedy oko można nacieszyć – ale są gry, które od strony graficznej prezentują się znacznie lepiej. Jednak i to można usprawiedliwić. Trudno bowiem, by tak ogromna gra mogła mieć doskonałą grafikę i działać na słabszych sprzętach – tym bardziej, że autorzy postawili sobie za cel stworzenie spójnego świata gry, który nie dzieliłby się na części i nie w którym nie muslibyśmy czekać na załadowanie poszczególnych jego fragmentów, tak jak to miało miejsce w GTA Vice City. Cel ten został osiągnięty, jednak kosztem oprawy graficznej. Mimo to sądzę, że i to wychodzi grze raczej na plus.

Rockstar Games przyzwyczaiło nas już do doskonałych opraw dźwiękowych do wszystkich gier z serii GTA. San Andreas nie jest wyjątkiem. Dzieło to jest utrzymane w klimacie gangsta, więc najwięcej tu rapu (za którym, mówiąc bardzo delikatnie, nie przepadam). Mimo to ja również znalazłem tu coś dla siebie – jak tylko wsiadałem do jakiegoś pojazdu, włączałem stację z rockiem lub country. W raju będą zapewne miłośnicy hiphopu – ale jak powiedziałem – każdy na pewno znajdzie tu kawałki, które na długo zapadną w ucho.

Podsumowując: GTA San Andreas to gra wybitna. Wspaniała, doskonała i niemalże bezbłędna. Autorzy stworzyli dzieło ogromne, dające graczowi rzadko spotykaną w grach wolność. To najbardziej cenię w produkcjach komputerowych: wolność wyboru, możliwość rozwijania swojej postaci, wnikania we wszystkie jej sprawy, a także możliwość zwiedzania ogromnego świata. Ostatnim razem podobne dzieło stworzyli panowie z Bethesdy Softworks – Morrowind (który, przypominam, jest wybitną komputerową grą fantasy cRPG). Dzieło, które dawało graczowi wolność. San Andreas jak już powiedziałem, i na okrągło mógłbym powtarzać, tę wolność daje – i dlatego mimo wielu drobnych niedociągnięć dostaje ode mnie najwyższą z możliwych ocen.

Ocena: 10/10

Producent: Rockstar Games
Dystrybutor: Cenega Poland
Język: angielski
Gatunek: TPP/ Akcja
Data premiery: 2004-06-07
Wymagania: Pentium 4 1.4GHz, 384MB RAM, karta grafiki 128MB (GeForce3 lub lepsza), 4.7GB HDD

No comments yet. Be the first.

Leave a reply

You must be logged in to post a comment.