Wolfenstein
Tytuł chyba wszystkim znany – potocznie ojciec wszystkich FPS’ów. Zapoczątkował cały cykl strzelnianek który trwa do teraz. Po raz kolejny B.J. Blazkowicz stoczy walkę przeciw hordzie nazistów, gdyż Europa jest niemal cała ich i próbując zwiększyć swoje szansę pracują nad tajną bronią o nazwie Black Sun. Owa broń powstaje za pomocą okultystycznych mocy i ma na celu pomoc w dominacji nad światem przez Niemców.
Schemat gry jest standardowy. Idź i strzelaj w wszystko co się rusza, ale z małymi dodatkami – w postaci ulepszeń broni (tłumiki, magazynki, sprężyny itd.) a także używając dodatkowych mocy które daje nam potężny kryształ. Pozwala nam między innymi spowolnić czas, stać się szybszym, ochraniać przed kulami czy też po prostu pełnić rolę „ulepszonego noktowizora”.
Grafika jest ładna, ale mam wrażenie, że i tak autorzy za słabo się postarali. Jednak poza idealną grafiką brakuje tu czegoś jeszcze, trudno to ocenić, ale w pierwszą część Wolfenstein’a grało się cały dzień dążąc tylko do kolejnego poziomu, a tu jakoś nie czuć tego popędu dla tej gry. Gra jest naprawdę dobrze wykonana, aczkolwiek brak tu kilku szczegółów bez których ta gra traci swą ikrę.


